| * |
|
Tara: powietrze Chłód nagle zniknął. Oblepiająca mnie cisza także. Nabrał nagle powietrza. Po raz pierwszy od... Zachwiałam się tracąc nagle podparcie. Nie było wokół mnie odbierającej świadomość lepkiej, chłodnej ciszy. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. skomentuj (5) Gabrial: szybkość Wiedziałem, czego ode mnie oczekiwał. Nie do końca wierzyłem, że to się może udać, ale... ale nie miałem innego pomysłu. Żadnego pomysłu. Z oddali dobiegł mnie szelest, tak jakby serki kroków miarowo odliczało czas. Mocniej ścisnąłem sztylet, uniosłem go... Cios szybki niczym błyskawica. Huk. Błysk. Jakaś siła rzuciła mną o ziemię. Dłuższą chwilę zbierałem sie, ogłuszony, w sobie, aby wstać i rozejrzeć się, co się stało. Bo coś się stało na pewno... skomentuj (0) Gabriel: Zawieszenie Tara. W kamieniu, zatopiona niczym owad w bursztynie. Zamknięte oczy, spokojna twarz. Jakby spała, wyglądała tak słodko. Duch w sztylecie szalał. Nawet nie próbowałem odbierać wszystkich emocji, jakimi sypał. "Musisz mi pomóc" determinacja w głosie "Wiesz, jak ją uwolnić?" "Wiem. I wiem tez, że nie ma za wiele czasu" To i ja wiedziałem. Cisza była przytłaczająca. Cisza, która przed nami coś ukrywała. Kiedy wytłumaczył mi co trzeba zrobić pokręciłem tylko głową. To się nie ma szans udać. "Ale właśnie dlatego się powiedział" odparł z przekonaniem Rhuadri. Nie miałem innych pomysłów, więc Postanowiliśmy nie zwlekać. Bo czasu i powietrza tak jakby coraz mniej. skomentuj (1) Gabriel: Komnata cieni Szedłem, czy raczej szliśmy, bo duch Rhuadriego był świadom obecny cały czas. Towarzyszyła nam cisza. Nawet nie rozmawialiśmy, bo w pewnym momencie przyszło nieprzyjemne wrażenie, że jakiekolwiek słowa są niewłaściwe, nie pasują do miejsca, do sytuacji. Korytarz się nagle rozszerzył i łagodnie przeszedł w ogromną komnatę. Panował w niej półmrok, ale przy podłodze pełzało leniwie błękitnawe światło. Nie było żadnych okien, a nieregularny kształt komnaty i cienie w załomach sprawiały, że nie byłem w stanie powiedzieć, czy jest z niej jakieś jeszcze wyjście. Na środku, na postumencie stał blok kryształu. Może lodu. Może czegokolwiek innego. W środku mieniło się coś mnogością barw. Duch w sztylecie zatrzepotał a ja już wiedziałem co to. Podbiegłem do kamienia. skomentuj (0) Gabriel: Wizja Rhuadriego Korytarze zdawały się nie mieć końca. Przebiegałem je znacząc drogę kamieniem na ścianach. I nie raz i nie dwa trafiałem na własne slady. Raz tez dawało mi się, że wróciłem w miejsce, gdzie był ten ktoś przytroczony do ściany. Pochodnia sie dopałala, łańcuchy miały świeże przecięcia. Dużo sladów stóp na ziemi. I nikogo. Duch w sztylecie był bardzo niespokojny. Początkowo nie chciałem z nim rozmawiać. Nie chciałem kolejny raz od niego usłyszeć pretensji, ale i niewiary, że jednak się uda. Że dotrzymuję słowa tak zawsze, jak nigdy nie rzucam o na wiatr. Rhuadri był jednak wątpliwością. tak jak ja pewnością. "Zabrali ją" poinformował mnie nagle. "Słucham?" zdziwiłem się. "Miałem wizję. Wielkiej sali i kryształu na podwyższeniu. Wiem, że ona była w środku, jak ćma w bursztynie. Zabrali kryształ, to wiem" "A dokąd?" Odpowiedzią było uczucie beradności. "Jesteś w stanie powiedzieć mi, gdzie jest ta sala? Może znajdziemy jakieś ślady..." Nie był pewien. Ale wskazał mi kierunek. Tym razem i ja nie byłem pewien. Czy chcę, czy powinienem tam iść. skomentuj (2) Gabriel: znalezisko Nawet nie wiem jak długo musiałem biec, aby przestać słyszec nadchodzący korowód. Po jakimś czasie zdałem sobie sprawy, że labirynt korytarzy może nie miec końca i plątac się w tysiącach przestrzeni oplatając czas niczym wstęga. Zatrzymalem się. Cisza. Idealna Cisza. Widziałem, że mimo mnogosci korytarzy będę w stanie wrócić do Ukrzyzowanego... jesli będzie po co. Jednak - czy mam tutaj szansę odnaleźć Tarę? Cóż, że znam nazwę komnaty, jeśli nawet nie wiem, czy ona w tym momencie istnieje? Tak - własnie. Bo miałem dziwne przekonanie, że to miejsce zmienia się, ciagle rozwija i przekształca... zyje? Iść. Tam, gdzie kierunek wydaje mi się słuszny. Innych wskazówek nie dostanę. Poszedłem więc, uspokoiłem oddech ignorując fakt, że nie ma tu czym oddychac. Przez chwilę zmroziła mnie mysl: jak Tara daje sobie radę w takich warunkach???!!! Uspokoiłem się na siłę. Ukrzyżowany kazał mi się spieszyć. Czyli jest po co to robić. Coś błysnęło mi metalicznie pod nogami. Schyliłem się, podniosłem. Sztylet. Poczułem chłód. To ten sam sztylet, jaki dałem Tarze. Ten z duchem Rhuadriego. skomentuj (3) |
Tara
Milczący Wędrowiec Theurgini Spotkani po drodze Tara "Miłość zwycięzy wszystko" Gabriel "We wszystkich wierszach są wilki" 2007 maj 2006 wrzesień czerwiec maj kwiecień styczeń 2005 grudzień wrzesień lipiec czerwiec maj kwiecień luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty 2003 listopad sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj ![]() ![]() Twoje słowa... bliżej |